zawód…zawodu…

Postanowiłem przyłączyć się do toczącej się od dłuższego czasu dyskusji na temat rangi i prestiżu zawodów prawniczych, bowiem uważam, że pominięto w niej co najmniej dwa niezwykle istotne wątki. Do zabrania głosu poczuwam się obiektywnie uprawniony z powodu faktu, że do adwokatury dostałem się bez pomocy któregokolwiek z członków rodziny czy znajomych w większej części związanych z zawodami technicznymi.
Trzeba od razu powiedzieć, że wiele lat czekałem na swoją szansę rozpoczęcia aplikacji, która nadeszła wraz z nowelizacjami prawa, przypisywanymi czy to śp. Przemysławowi Gosiewskiemu czy Zbigniewowi Ziobrze. Tak czy owak, egzamin adwokacki zdałem i w końcu mogłem zetknąć się z korporacyjnymi realiami, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Otóż, spotkałem się z niespodziewaną przychylnością za którą, korzystając z prowadzonego przeze siebie bloga, chciałem podziękować. Oczywiście, nie oznacza to, że czas aplikacji pozbawiony był wszelkich zgrzytów, bo gdyby istotnie tak było, byłby to czas stracony, mając na uwadze złożoność problemów z którymi spotyka się praktykujący adwokat. Przekonałem się, że rozwiązywanie tych problemów w konfrontacji ze stanowiskiem przeciwników procesowych, przynosić potrafi satysfakcję ale i zmęczenie, także materiału z którego utkane są stosunki międzyludzkie.
Piszę o tym wszystkim, bo adwokaturę moich czasów, pomimo ujawniających się raz po raz wad i podnoszonych wobec niej zastrzeżeń, na podstawie zdobytego doświadczenia uważam w polskich realiach, za jedną z najprzejrzystszych i najlepiej zarządzanych korporacji. Dlatego śmieszą mnie uwagi o konieczności zmian w Radzie, którą proponuje się obsadzić tzw. menadżerami w domyśle, mającymi przysparzać nieudolnym członkom palestry klientów. Ich zdobywanie dla co poniektórych adwokatów jest zajęciem hańbiącym, z którego chcieliby się oni zwolnić, wykorzystując do tego, najęty personel kierowniczy. Tylko co ludzie mają myśleć o adwokacie, który potrzebuje menadżera ? Co ludzie mają myśleć w końcu o pełnomocniku, który poszukuje dla siebie patrona ? Czym posolić sól, która utraciła swój smak, chciałoby się zapytać, przy okazji odnosząc się do tej nie-ludzkiej ale ewangelicznej mądrości. Brakuje jej coraz bardziej, ale to w ostatnim czasie przez swoją jaskrawość, brak ten staje się dokuczliwszy, a to dlatego, że nikomu nie jest potrzebny ani adwokat bez mądrości, ani woda tak cuchnąca, że nie można się jej napić czy w niej umyć, ani wreszcie komputer w którym nie zainstalowano procesora czy systemu operacyjnego…

Rada ma się zajmować tym do czego została powołana na podstawie ustawy prawo o adwokaturze i niczym więcej. Może zbierać składki na realizację celów ustawowych tylko w tej wysokości, która jest do realizacji tych celów niezbędna. Nic ponadto. Adwokat jest najlepszym menadżerem swoich pieniędzy i nie potrzebuje, żeby ktoś robił to za niego. Jeżeli komuś to się nie podoba, niech poszuka sobie innej działalności. I to lepiej szybko, bo być może niedługo i tam nie będą go już chcieli…
Kiedy nadejdzie czas, gdy i mnie przyjdzie odejść z zawodu, chcę zrobić to z podniesioną głową, a nie wywiedziony w pole przez pozatrudnianych przez siebie samego pseudofachowców, znikających razem z moimi pieniędzmi.

Świadom ograniczonych możliwości w docieraniu ze swoimi złotymi myślami do Koleżanek i Kolegów, tym wszystkim którzy przeczytali niniejszy wpis, szczerze doradzam, by dobrze sobie to wszystko raz jeszcze przemyśleli, jeżeli niebawem nie chcą doszlusować do skoncentrowanych wyłącznie na pieniądzu i interesie własnych członków, korporacji taksówkarzy lub placowych kupców, od których, pomimo wielkich ambicji, może niebawem okazać się, że niewiele nas już dzieli. I to jest pierwsza rzecz na którą chciałem zwrócić uwagę, pocieszając się, że mamy na nią realny wpływ. Postępując mądrze, możemy więc nie ulec zbiorowej panice, związanej z napływem nowych członków palestry, którzy wcale nie stanowią najbardziej palącego problemu. Możemy nie ulec pokusie „modernizacji”, zlecanej do tego osobom z zewnątrz, które przyjdą, zarobią swoje i pójdą, zostawiając nas „zmodernizowanych” z dokuczliwym kacem i jeszcze większymi problemami. Możemy wreszcie, na miarę naszych wspólnych możliwości, skoncentrować się na tym co winno stanowić dla adwokatury esencję, czyli stymulowaniu zmian w prawie i wytykaniu jego naruszeń, zaś pieniądze i interesy członków palestry uczynić pochodną zaufania publicznego o którym tyle się mówi i które tak wyświechtano. Potrzeba na to lat, przynajmniej tylu przez ile, niestety częstokroć przy wydatnym udziale adwokatury i uniwersyteckiej doktryny, psuto prawo, powodując jego całkowite załamanie jako regulatora stosunków społecznych. W ślad za wspomnianym psuciem prawa, poszło obniżenie jego rangi i prestiżu, a w konsekwencji rangi i prestiżu zawodów prawniczych do niespotykanego dotychczas poziomu. I to jest ów drugi wątek, który uważam za pomijany w dyskursie o przyszłości zawodu adwokata. Należy zatem przywrócić ład, poprzez zdroworozsądkowe odróżnienie i zdefiniowanie przyczyn i skutków. Istnieje bezpośredni związek pomiędzy prestiżem i rangą prawa, a prestiżem i rangą zawodów prawniczych. Do tego nie jest to w mojej ocenie wzajemne oddziaływanie lecz jednokierunkowe, tzn. od zdegenerowanego prawa i całego jego systemu jako przyczyny, ku chylącemu się ku upadkowi zawodowi, a w zasadzie zawodom prawniczym, jako skutku.

Do tego dochodzą kolejne problemy, ściśle związane z judykaturą, zwłaszcza na najwyższych szczeblach, gdzie filozofia absurdu w sprawach, które najlepiej zrozumiałe są przeciętnemu zjadaczowi chleba, czyli odnoszącymi się do karania i historycznej powszechnie rozumianej sprawiedliwości, dawno wyparła już trzeźwy rozum.

Zdaję sobie sprawę, że to stymulowanie zmian w prawie, którego oczekiwałby od organów adwokatury, ma ograniczone możliwości. Niemniej jednak, zwłaszcza teraz, można napotkać na wiele okazji do wysłania skołowanym obywatelom jasnego i silnego sygnału, że adwokatura jest ostatnią przejrzystą instytucją ochrony prawa, jakich w Polsce de facto brak. Wreszcie, że to adwokatura jest ostatnią instytucją, której można jeszcze odrobinę zaufać. Od razu podkreślam, że nie chodzi o polityczne zaangażowanie. Zależy mi jedynie na głośnym powiedzeniu (nie ma obecnie znaczenia na ile słyszalnym), np. o śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej, że nie odpowiada ono kodeksowym standardom, co potwierdzają także sondaże opinii publicznej lub wyrażenie sprzeciwu wobec nikczemnego paraliżowania prac IPN-u, poprzez sprzedaż jego budynku.

W dłuższej perspektywie, ochrona elementarnych standardów państwa prawa i najpospolitszego poczucia sprawiedliwości – jestem o tym głęboko przekonany – przyniesie wymierną poprawę wizerunku adwokatury i napływ do niej klientów, poszukujących ochrony przed wszędobylskim państwem. Zagraża ono przeciętnemu człowiekowi w stopniu nie mniejszym od przestępczości z którą na co dzień on się nie spotyka, samo zaś zetknięcie z przestępczością (stwierdzam to z największym oburzeniem), nie przynosi po wielokroć tylu upokorzeń i nie rani tak głęboko, jak działanie organów państwa, pozbawiających swoich poddanych, dosłownie wszystkiego – „w imieniu prawa”.
Adwokatura może chronić przed tymi zagrożeniami, bezpośrednio zagrożonym udzielać pomocy, a na tym wszystkim zarabiać, wprost proporcjonalnie do wzrostu tych zagrożeń i niemożliwego już do powstrzymania pędu do ich tworzenia przez skompromitowaną legislaturę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>