mową nienawiści o katastrofie smoleńskiej, czyli dlaczego warto naciskać… cz. 8

Postanowiłem znowu się obudzić, bo w ostatnim czasie jesteśmy wszyscy świadkami interesujących doniesień medialnych.
Możemy się na przykład dowiedzieć, że taka oto Matka Teresa z Kalkuty to w istocie drobny złodziejaszek i kombinatorka, wokół której narósł mit świętości, mniej więcej tego typu z którym borykamy się w Polsce przy okazji sprawy katastrofy smoleńskiej czy hołubiąc pamięć wrogów bandyckiej działalności Niemców i Rosjan w Polsce w okresie II wojny światowej i wcześniej.
Tak więc dowiadujemy się, że zamiast działać na rzecz biedaków z Kalkuty lub innych, ta obdarzona, trzeba przyznać, dużym tupetem św. Tereska, zajęła się gromadzeniem majątku na tajnych kontach. W sumie nie bardzo wiadomo, co działo się z tymi pieniędzmi ale nikt rozsądny nie podejrzewa przecież, że kradła nie odnosząc z tego żadnych korzyści. Niejeden więc zasadnie będzie przypuszczał, że część „oszczędności” siostry z Kalkuty roztrwoniły z kochankami gdzieś na Bahama, a tym co zostało, hojnie obdarzyły swoje rodziny, które w przyszłości z pewnością będą miały na względzie los swoich dobroczyńców.

Dalej dowiadujemy się, że znani nam z tzw. akcji pod Arsenałem „Zośka” i „Rudy” to pederaści, którzy w imię swej namiętnej miłości pogrążyli 400 więźniów Pawiaka, wywiezionych tam przez Niemców na wywczas. Z powodu jednak, było nie było, uciążliwej działalności koła antysemickich homoseksualistów z Armii Krajowej, po przemyśleniach esesmanów na temat, piknik zakwaterowanych na Pawiaku, przerwano pod „ścianą śmierci”.

Albo taki rotmistrz Witold Pilecki ? Jak donoszą media, wprawdzie kogo trzeba było to zadenuncjował ale szczęścia nie miał, bo we właściwym czasie nie docenił tego, kto powinien był. Zamiast więc dostać gdzieś ciepłą posadkę w UB i żyć przynajmniej przez całe lata dziewięćdziesiąte za godną esbecką emeryturkę, otrzymał kulę „w łeb”, a jego kości rzucono gdzieś psom na pożarcie, tak żeby po kapusiu ślad czasem nie został.

Ale coś za coś, chciałoby się powiedzieć. Przy okazji dowiadujemy się także, że poseł Sawicka nie jest winna nielegalnej działalności CBA, wodzącej ją na pokuszenie, któremu nie oparła się z miłości do „agenta Tomka”. Pamiętajmy wszakże o rozpowszechnionym tu i ówdzie powiedzeniu, że to „okazja czyni złodzieja”, przez co należy rozumieć, że wszyscy jesteśmy złodziejami. Żadnemu z salonowych dziennikarzy przez gardło czy nie daj Boże pióro nie przejdzie, że to w gruncie rzeczy, złodzieje szukają sobie okazji. Człowiek, to po prostu taki rodzaj zwierzęcia, które kradnie i tyle. Nie ma się nad czym zastanawiać. Tak więc, mili Państwo nie jesteście złodziejami, bo nie mieliście jedynie okazji, jak to się przydarzyło poseł Sawickiej, zakręcić się np. wokół prywatyzacji państwowej służby zdrowia. Sądu nie obchodzi nic, że to właśnie CBA, udaremniło przygotowywany w oparciu o sprawdzony już model prywatyzacji z początku lat dziewięćdziesiątych „skok” na nabyty za setki milionów – często z kredytów, których raty spłacane są z naszych tzw. składek zdrowotnych – sprzęt, mający posłużyć różnym pozakładanym przez partyjnych kolegów spółkom do świadczenia w nich usług medycznych na „europejskim poziomie”. Do spustoszonych, pozbawionych wszelkiego majątku szpitali i innych publicznych ZOZ-ów, wykrzykiwano by zaś z salonowych mediów to samo co już raz, właśnie w latach 90-tych słyszeliśmy: „Gry rynkowej nie rozumiecie !”, „Menadżerów nie macie !”, „Menadżerów wam trzeba !”, a wśród tych krzyków na menadżerskie stanowiska porozsyłano by synów i córki nowo powołanych prezesów i partyjnych dygnitarzy, niczym hieny rozdrapujących z państwowych szpitali to, co jeszcze w nich pozostało.
Najbardziej jednak zabawne było uzasadnienie wyroku sądu. Jego troska o zachowanie „litery prawa” u osoby nieobeznanej z praktyką tzw. wymiaru sprawiedliwości lub zwyczajnie nie obserwującej wnikliwie otaczającej rzeczywistości, mogła istotnie wywołać efekt szczerej wiary w to, że III RP to naprawdę państwo prawa. Na szczęście „nici z tego”, bo coraz szerszej rzeszy ludzi, zmuszonych do myślenia o polityce z powodu lecącego na „łeb na kark” poziomu życia otwarły się oczy, a tym którym się nie otwarły z praktyki wykonywanego zawodu mówię, że uchybienia w metodach gromadzenia materiału dowodowego to żadna podstawa uniewinnienia (raz jeden próbowałem to podnosić, ale wyszedłem „na głupka”). No chyba, że jest się członkiem rządzącej partii lub obraca niewiadomego pochodzenia miliardami, bo w III RP wobec tych grup, obowiązują inne standardy…

Piszę o tym, bo przekaz medialny jest mniej więcej taki: Wprawdzie złapali nas na złodziejstwie i oszustwach ale te wasze metody, wasze autorytety – w sumie jedna swołocz są jeszcze gorsze niż my, stąd nie ma o co kruszyć kopii. Niech najlepiej zostanie tak jak jest…
Może nie „Alleluja” ale „Sztandar PO w górę i do przodu !” chciałoby się powiedzieć, trawestując słowa Ojca Rydzyka.

Znowu ktoś może zapytać o to, co to wszystko ma wspólnego z katastrofą smoleńską ? Ano ma… Otóż zaobserwowałem efekt, który przewidywałem – o czym piszę z nieskrywanym poczuciem zadowolenia. Sztuczne forsowanie w reżimowych środkach przekazu wszystkich wymienionych i niewymienionych wyżej idiotyzmów i bzdur, niedających się uzasadnić w sposób akceptowalny dla zdrowego rozsądku, którego ludziom w ogólności jednak nie brakuje, na co wskazują sondaże wyborcze, spowodował pęknięcia, wśród osób je rozgłaszających.
Najlepszym tego przykładem w ostatnim czasie stał się m. in. Wałęsa, Krzywonos i Borusewicz, walczący o schedę „gwiazdy” Solidarności. Choć byli nią szeregowi anonimowi członkowie a nie wierchuszka tego związku, głównie esbeckiej proweniencji, to wśród mnogości próżniaków ciągle można spotkać osoby usiłujące dowieść, że czemuś kiedyś przewodziły, a nie były mniej lub bardziej świadomie „wodzone za nos” przez tzw. oficerów prowadzących.
Nie warto się nad tym dłużej zatrzymywać ale fakty wśród nich i ten, że Wałęsa popadł w totalne niełaski, nawet w wysławiającej go do niedawna pod niebiosa „Wyborczej”, przemawiają same za siebie…

Podobnie sprawa przedstawia się między Tuskiem, Komorowskim, Sikorskim, Klichem jednym i drugim, Arabskim i całą resztą. Niedawno przeczytałem o ekspertyzie pochodzącej podobno od… FSB z której wynika istotna różnica w czasach nagrań pochodzących z „czarnych skrzynek” prezydenckiego Tupolewa. Różnice mogą potwierdzać, że nagrania zmanipulowano. Nie można wykluczyć więc, że Rosjanie postanowili „rozłożyć” rząd Tuska z którym i tak się nie liczą i który przestał im być prawdopodobnie potrzebny. Wskazuje na to już nie tylko „katastrofa smoleńska” ale i rozmowy w sprawie budowy II nitki gazociągu jamalskiego, które Kreml przeprowadził już nie z polskim rządem, chylącym się ku upadkowi, ale ze swoimi agentami, rozlokowanymi w przeróżnych spółkach o których działalności – jak się okazuje – niewiele wiadomo. Trudno jest ocenić na co grają Rosjanie (być może chodzi tylko o skłócenie Polski z Ukrainą) w każdym razie Polacy na tym nie skorzystają. Obserwujemy jak na dłoni, dający się wcześniej przewidzieć, efekt działalności Tuska, którym jest pozostawienie całej polskiej polityki na łasce establishmentu Kremla na poczynania którego nie mamy większego wpływu. Polityka ta została tam razem z wrakiem prezydenckiego samolotu i wszystkimi innymi materiałami zbrodni (słuchając niejakiego Laska, bezczelnie wypytującego Maciarewicza o dowody myślę, że można już tak przyjąć).
Obywatelom zaś, zastraszanym mającą wybuchnąć wojną z Rosją po dojściu Kaczyńskiego do władzy, trzeba otwarcie powiedzieć, że Tusk i PO przed zagrożeniem ze Wschodu, oszczędnie mówiąc, już ich nie obroni. Dzieje się tak przez to, że koteria ta przestała być już partnerem do rozmów i jako fasada przez lata może być wykorzystywana jedynie do podejmowania coraz mniej korzystnych dla Polski i Polaków decyzji. Byłby to najczarniejszy z dających się przewidzieć scenariuszy, kiedy osłabionym i ogołoconym, w najmniej oczekiwanej chwili, przyszłoby nam stanąć „oko w oko” z rosyjską potęgą, rosnącą także dzięki eksploatacji – jak to ujmują Rosjanie – „bliskiej zagranicy” z której uczynił Polskę rząd Tuska, wespół z mającym tu szczególne „zasługi”, ministrem Sikorskim.

Mała jest szansa na to, że większość odpowiedzialnych w Polsce za stan sprawy pt. „katastrofa smoleńska” znajdzie sobie ciepłą posadkę w Brukseli. Proszę sobie przypomnieć, gdzie to już nie szykowano Kwaśniewskiego ? Szef NATO i dziesiątki innych propozycji obróciły się w wniwecz, zaś Panu Prezydentowi, którego jedynie garnitur i towarzyszący mu dziennikarze chronią przed zaliczeniem w poczet pospolitych lumpiarzy, pozostały wystąpienia „w stanie wskazującym na spożycie” z posłem Palikotem, którego nawet jego najbardziej zagorzali zwolennicy do „mężów stanu” raczej nie zaliczą (wyobraźcie sobie tylko Państwo, co by to o Was mówiono, gdybyście pokazywali się publicznie czy w pracy w takim jak Kwaśniewski stanie).
Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że dotychczas wierne sobie towarzystwo, które należy delikatnie popychać, weźmie się za łby, a wtedy będziemy mogli dowiedzieć się czegoś więcej o katastrofie smoleńskiej i jej sprawcach, uchwytując za nić, wiedzącą nas przez mechanizmy matactw i medialnych krętactw do przysłowiowego kłębka.

Na koniec, zupełnie abstrahując od tematu, zastanawia mnie jak rozumują ludzie, którzy uważają, że Putin jak to potocznie określają „nie byłby tak głupi”, żeby dopuścić się zabójstwa całej elity państwa polskiego na terytorium własnego kraju.
A cóż to ma wspólnego z „głupotą” albo „mądrością” ? – pytam. Cechą najlepszych politycznych przywódców jest ponad wszystko „Odwaga”, koniecznie pisana przez duże „O”, której Putinowi trudno odmówić. Potwierdza to sposób w jaki traktuje on zatrzymany u siebie materiał dowodowy sprawy w większej mierze – jak wrak samolotu – już rozszabrowany lub jak nagrania z „czarnych skrzynek” – zmanipulowany.
Z punktu widzenia własnych interesów, Putin uczynił więc dobrze, podejmując grę va banque tj. „o wszystko” ze słabiutkim polskim rządem, świadomy grubo ponad 90% szans na wygraną, zgodnie z przewidywaniem zdobytą, a ostatnio potwierdzaną już stale, także wobec zbytecznego, zmiażdżonego wcześniej rządu Tuska…

Stawiam kolejną tezę, że podkopywanie pozycji Lecha Kaczyńskiego przez polski rząd i zaprzyjaźnione z nim zaszczuwające Prezydenta media to nie była lekkomyślność, tylko zaplanowana polityka, którą w mig pojęła rosyjska agentura, odpowiadając na nią w Polsce propozycjami, przedkładanymi – na roboczo przyjmijmy na razie – „komu trzeba”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>