mową nienawiści o katastrofie smoleńskiej… cz. 6

I znowu zachciało mi bawić się w komentowanie skandalicznego śledztwa tzw. smoleńskiego po którym – jak już wielokrotnie pisałem – niewiele można się spodziewać, a któremu należy bacznie się jednak przyglądać, bo jest ono świetną szkołą, tak dla teoretyków jak i dla praktyków prawa. Żaden wydział prawa, napchany starą peerelowską kadrą naukową nie nauczy nas tyle ile możemy nauczyć się sami, obserwując i analizując „szopkę” którą odstawia prokuratura, a wcześniej odstawiała komisja Millera.

Ostatni wpis skończyłem w czasie w którym „Rzeczpospolita” rozpisywała się na temat odnalezionych we wraku śladów materiałów wybuchowych. Prokurator Szeląg, chcąc nas uspokoić (od kiedy to prokuratura zajmuje się uspokajaniem opinii publicznej ?) wszystkiemu zaprzeczył, tylko po to, by za chwilę na tej samej konferencji, potwierdzić prawdziwość odkryć redaktora Gmyza, na wszelki wypadek, wespół z kolegami wyprowadzonego zaraz za drzwi redakcji, ongiś niczego sobie dziennika.
Wracam do tego wydarzenia, ponieważ stanowi ono kulminacyjny punkt śledztwa. Od tej chwili możliwości mataczenia materiałem dowodowym zostały wyczerpane. Przyszła kolej na kolejną fazę badań śledczych, polegającą na preparowaniu fałszywego materiału, którego naraz lawinowo zaczęło przybywać. Gadatliwość, jeszcze żyjącego biegłego, postanowiono przykryć badaniem ostałego w Polsce samolotu TU-154 w którym ni stąd ni zowąd wykryto… ślady materiałów wybuchowych, tych samych które odkryto we wraku rozbitego samolotu. Zresztą od tego czasu coraz częściej będziemy się dowiadywać, że obecność materiałów wybuchowych wokół nas jest powszechną sprawą. Spotykamy je w kuchni, ubikacji, łazience, budce telefonicznej, słowem wszędzie powinniśmy być gotowi na piorunujące wrażenia, zwłaszcza ci, którym nie po drodze z jedynie słuszną, pełną miłości wypadkową teorią katastrofy prezydenckiego samolotu.

Mnie zaciekawiła jedna rzecz, mianowicie widzisz pan, panie prokurator, na jaką to okoliczność przeprowadzono badania samolotu TU-154 i jaki fakt podlegał przy okazji tych badań stwierdzeniu ? Ale przede wszystkim, dlaczego wybrano do badań ten, a nie inny np. z floty LOT-u samolot ?
Tak tylko rzucam, bo to pytanie retoryczne, na które dobrze znam odpowiedź… być może dlatego, że przejrzałem was krętacze na wylot, stąd kogo jak kogo ale mnie w pole nie wyprowadzicie…

A tak na marginesie, mili Państwo, ile nas kosztowały zaniechania lustracyjne z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy rodziła się niepodległość Polski ? Ile nas kosztowało przyznanie mordercom Polski i Polaków prawa spokojnego odejścia na wielotysięczne emerytury, wypłacane im ze składek bliskich ich ofiar i poszkodowanych ? Ile nas kosztowała zgoda na obsadzanie zwalnianych w prokuraturach i sądownictwie przez pospolitych bandytów stanowisk ich znajomkami, ludźmi jak i oni bez ambicji i moralności, wyhodowanymi jedynie na zwierzęcym instynkcie przetrwania na stołku nawet za cenę życia i zdrowia innych, prawdziwą hołotą sowieckiego chowu…
Ile nas ta gruba kreska kosztowała i ile będzie jeszcze kosztować ?

Ale wróćmy do rzeczy. Bo oto na tym „szacowne” organy śledcze III RP których peerelowska stęchlizna snuje się od śledztwa do śledztwa (uwaga ! nie dotyczy pijanych rowerzystów i najdrobniejszych złodziejaszków) – nie poprzestały… Wkrótce, po „Debacie Smoleńskiej” przeprowadzonej na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego w której eksperci Maciarewicza obnażali dyletanctwo i zakłamanie oficjalnie forsowanych teorii, debacie trzeba dodać przeprowadzonej bez udziału zaproszonych członków komisji Millera czy przedstawicieli prokuratury, którym nie stało odwagi by zmierzyć się z rzeczowymi argumentami, ujawniło się, że „pancernej brzozy” o którą rzekomo rozbił się samolot nawet… nie zmierzono. De facto do dziś nikt nie wie na jakiej wysokości uderzył w nią podobno samolot. Jeden z biegłych, podał dość znamienną wysokość 666 cm, zapewne po to, by dać do myślenia największym sceptykom, których ciągle nie brakuje… Ale nie o to chodzi. Oto za jakiś czas dowiadujemy się, że w drzewie do dziś tkwi około 40 szczątków samolotu. Tak więc po trzech latach od katastrofy samolotu (!) z drzewa wydobywa się dowody mające potwierdzić bełkot Anodiny, Millera i prokuratury. Wartość tej informacji rośnie do rangi kluczowej, gdy z ust Sikorskiego padają słowa, że do zakończenia śledztwa wrak samolotu nie jest konieczny. Prokuratura – jak rozumiem – to specjaliści tej klasy, że żadne tam dowody nie są im potrzebne do ustalenia przebiegu zdarzenia. Oni wiedzą swoje, czytaj: to co im się każe wiedzieć i mówić. Zastanawiam się tylko, gdzie zapadają kluczowe rozstrzygnięcia. Fakt, że Sikorski je komunikuje nie oznacza, że jest ich autorem. Osobiście nie podejrzewam go o takie wpływy czy inteligencję. Sądzę, że przekazuje jedynie dyrektywy swoich pryncypałów, do ustalenia pozostaje jedynie czy tych z Moskwy czy z Berlina ?

Panie Sikorski ! Ten wrak musi wrócić do Polski ! Do hangaru w którym w najdrobniejszych elementach zostanie zrekonstruowany, tak by ostatecznie ustalić przebieg jego rozpadu oraz miejsce w którym się ono rozpoczęło ! Do jego skrzydła w najdrobniejszych szczegółach muszą pasować wszystkie z 40 elementów, które po 3 latach od tragedii podrzucono (przepraszam: znaleziono, oczywiście, a jakże !) pod smoleńską brzozą…

Wcześniej czy później dowiemy się prawdy, dowiemy się powodu obaw o przeprowadzenie rzetelnego śledztwa… Dowiemy się, dlaczego z tego co można zaobserwować w telewizji, zebrano góra połowę części samolotu… Dowiemy się czy „znalezione” pod drzewem fanty pasują do pozostałych elementów samolotu… Dowiemy się wszystkiego, znajdziemy winnych i ich ukarzemy Panie Tusk, Komorowski, Sikorski, Klich, Miller, Pani Kopacz (ta co przekopywała ziemię na metr w głąb)… Bądźcie o to spokojni, to jest tylko kwestia czasu… Nie tacy byli, nie takie bzdury rozgłaszali i nie takich mieli protektorów…

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>