stalinizm, nie taki zły…

Niejako na potwierdzenie prawdziwości słów poprzedniego wpisu, pojawia się długo oczekiwany wyrok przeciwko doktorowi tzw. G. I rzecz w tym, że ów wyrok, skazujący oczywiście, zszedł na drugi plan z powodu osoby wydającego go sędziego Tulei. Ten świetny skądinąd obserwator realiów III RP w której złodziejstwo i korupcja urosła do najwyższej cnoty, wyrażonej przez maksymę w myśl której pierwszy milion należy ukraść, podobno po to, by na tak zdobytych pieniądzach można było zarobić krocie i przez to przyczynić się do rozwoju gospodarki, przygnieciony ciężarem dowodów zgromadzonych przeciwko podsądnemu, postanowił nieoczekiwanie… uznać go winnym. Koniec z końcem korupcja powinna być karana, stąd nie powinno być w tym nic dziwnego, niemniej jednak, uwagę moją i znać nie tylko moją, skupił i przykuł refleks sędziego Tulei, który w oka mgnieniu zorientował się, że obrał w gruncie rzeczy ślepą drogę, no bo przecież „wiadomo jak jest” zarobki w publicznej służbie zdrowia słabe i trzeba sobie jakoś radzić, III Rzeczpospolita musi dać ludziom jakoś żyć…

Wszystko funkcjonowało świetnie i było dobrze do czasu, gdy w Ministerstwie Sprawiedliwości pojawił się Ziobro a w CBA Kamiński, rzucający wyzwanie prostym prawom społecznym, akceptowanym w „zdrowym” postkomunistycznym społeczeństwie III RP, po rezultatach wyborów widać, że do dziś zjednoczonym wokół okrągłostołowych porozumień, poprzedzonych rozmowami w Magdalence. Otóż ci Panowie ośmielili się powiedzieć, że publiczny szpital to nie prywatny folwark w którym bokami robi się pieniądze, tylko miejsce gdzie leczy się za publiczny grosz podatników czy ubezpieczonych, jeżeli ktoś woli tę nazwę, od których uprzednio wyciąga się pieniądze przy pomocy aparatu państwowego, wykorzystując jego nietamowaną de facto żadnymi normami prawa siłę. Któż powiedział doktorowi G. i jemu podobnym, że na medycynie nie można zarabiać ? Osobiście nie spotkałem się w historii z sytuacją, gdy podejmujący się leczenia znachor, bioenergoterapeuta, czarnoksiężnik czy im podobny podjął się leczenia za darmo. Nie ma więc żadnych powodów dla których usługi swoje za darmo miałby świadczyć lekarz. Z tymże mała uwaga. Niechże uprzejmie czyni to w swoim szpitalu, który taki świetny fachowiec i organizator jak doktor G. winien umieć założyć i prowadzić sam, względnie z zespołem dobranych sobie ludzi.

Ale zostawmy już ten symboliczny w sumie wyrok, skoncentrujmy się na materiale dowodowym na podstawie którego został on wydany. Otóż, jak był uprzejmy stwierdzić sędzia Tuleja, zebrany został on metodami stalinowskimi (!), czyli w sumie nie bardzo wiadomo jakimi. Nie można wykluczyć, że część zeznań wydobyto konwejerami, biciem i zastraszaniem, a część niewygodnych świadków po prostu wystrzelano, gdzieś w tajnych kazamatach CBA. I tu zaczyna się problem dla mnie jako prawnika. Jak mam bowiem przyjąć wyrok skazujący tak znakomitego lekarza, skoro wydający go sędzia świadom jest i daje temu pełny wyraz, że materiał dowodowy spreparowano stalinowskimi metodami, stosowanymi przez siepaczy Ziobry i Kamińskiego z CBA ? Trzeba przyznać, że tego nie było nawet w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, żeby sędziowie zdradzali się ze swoją wiedzą na temat metod pracy UB. Każdy, ma się rozumieć, doskonale znał te metody ale nikt chyba nie był tak głupi, żeby opowiadać o tym publicznie w uzasadnieniu wydawanego wyroku. Panowała pełna zmowa milczenia, akceptowana w całym wymiarze (nie)sprawiedliwości.
Tymczasem w III RP przełamano tę zmowę. Sędzia choć zna metody pracy śledczych, ba nazywa je po imieniu, mimo to odważył się skazać, bogu ducha winnego oskarżonego. Wywody sędziego Tulei byłyby usprawiedliwione w przypadku uniewinnienia od postawionych zarzutów, a tak mogą przydać jedynie asumpt do głębszej zadumy na temat kondycji postpeerelowskiego sądownictwa III RP. W każdym razie Anno Domini 2013 ma ono dla mnie twarz sędziego Tulei i Milewskiego (ten co to postęp sprawy uzależnia od telefonu z Kancelarii Premiera).

Na marginesie trzeba też powiedzieć, że sprawowana przez sędziego Tuleję funkcja rzecznika prasowego warszawskiego sądu może wskazywać, że towarzystwo które tę funkcję mu powierzyło w pełni podziela jego poglądy. Nie powinno więc nikogo dziwić, że ferajna tajnych esbeckich współpracowników, spadkobierców stalinowskich służb, różnej maści szpeców wywiadu z WSI i temu podobnych sowieckich, a obecnie rosyjskich agentur, drzwiami i oknami wali do sądów w których może liczyć na oczyszczenie z „oskarżeń” o działanie na szkodę państwa polskiego. Wyrokiem tego „oczyszczenia” wymachują potem na prawo i lewo niczym szturmówką w różnorakich tzw. mainsteam’owych mediach, strzegących status quo, lepiej niż niepodległości Polski czy Konstytucji.

Zastanawiam się czy z wyroku wydanego w sprawie G. może płynąć dla mnie, przeciętnego zjadacza chleba, jakaś nauka ? Porównując wyroki wydawane przeciwko rowerzystom „na podwójnym gazie” z wyrokiem wydanym przeciwko dr. G. mam prawo uznać, że korupcja czy łapówkarstwo, nazywając rzecz po imieniu, to nie jest coś czego należałoby się szczególnie wstydzić. Wziął i już, tak bywa… Nie ma nad czym rozdzierać szat…
A co jeszcze ?
Nie dziwi mnie już sąd administracyjny, piszący w uzasadnieniu do wydanego przez siebie wyroku o obwieszczeniu na podstawie którego, wbrew przepisom Konstytucji, określono przedmiot opodatkowania, że: „choć nie wyliczone (obwieszczenie – przypis) wprost w katalogu źródeł prawa krajowego, znajduje zatem dostateczne umocowanie w prawie międzynarodowym (wspólnotowym)”. Na nic tu więc konstytucyjny katalog źródeł tego prawa. Ja jestem w stanie wszystko zrozumieć. Tylko niech mi ktoś wyjaśni, po co organizować cały ten cyrk ze szkoleniem studentów i aplikantów ? Po co ta szopka z kolokwiami z bezużytecznej wiedzy ?
Nie dziwi mnie już wyrok, wydany nie w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej tylko jakiejś enigmatycznej paneuropejskiej instytucji, która notabene nie wiadomo nawet czy przetrwa, a jeżeli tak to w jakiej postaci. Muszę się przyzwyczaić, że gdy chodzi o pieniądze czy to dla urzędów skarbowych czy ZUS-u na nic uregulowania konstytucyjne, rozpływające się w politycznej presji. Nie dziwi mnie, że co mądrzejsi adwokaci unikają prowadzenia tego rodzaju spraw, świadomi zapewne z góry ich wyniku. Mam tylko nadzieję, że bliski jest już czas, kiedy o obecnej epoce, będziemy mówić, tak jak czyniliśmy to już w przeszłości, jako „o okresie błędów i wypaczeń”. Obyśmy się od nich czasem nie odcięli kolejną „grubą kreską”…
Natomiast to co mnie odrobinę jednak dziwi to fakt, że z pospolitego przestępstwa o które oskarżono G., sąd czyni polityczny teatr, mottem przewodnim którego, stało się skupienie publicznej uwagi na „zbójeckich” technikach pracy śledczych, których ustalenia, ten sam sąd, potwierdził wydanym przez siebie wyrokiem.

Prawdziwie dobrą wiadomość mam – jak sądzę – dla Ziobry i Kamińskiego. Panowie ! Niewielu stalinowskich oprawców doczekało się w III RP usłyszeć skazujące wyroki czy przynajmniej wytknięcia palcem przez postawienie przed sądem ba, wielu po dziś dzień kasuje niebagatelne emerytury na które składają się poszkodowani lub potomkowie ich ofiar. Istnieje więc duża szansa, że i wy, posługujący się stalinowskimi metodami zbiry IV RP, doczekacie w luksusach spokojnej starości… W tych okolicznościach rzeczywiście warto przemyśleć, mili panowie, celowość działań na rzecz unicestwienia III RP. Wszak to układy, które legły u jej fundamentu, pozwoliły znieść wszelką odpowiedzialność ze stalinowskich i peerelowskich katów do których doszlusowaliście nomen omen dość szczęśliwie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>