mową nienawiści o katastrofie smoleńskiej… cz. 5

Na wstępie mała uwaga dla wszystkich Czytelników w związku z nieporozumieniem, któremu dają wyraz różni, często niezwykle aktywnie promowani i sowicie opłacani dziennikarze-dezinformatorzy, także publicznej telewizji. Otóż zapraszają oni do swych programów osoby tragicznie doświadczone w tzw. katastrofie smoleńskiej, które bronią tezy o jej wypadkowym przebiegu. Ponieważ cała sprawa, jak trafnie ocenił ją Prezes Kaczyński, wygląda na jedno wielkie oszustwo, ja bym powiedział gigantyczne oszustwo, które w istocie dotyczy kilku, może kilkunastu osób z pokładu prezydenckiego Tupolewa, klucz do jej rozwikłania i zarazem ujawnienia tego oszustwa, leży w życiorysach i działalności pookrągłostołowej tych kilku czy kilkunastu osób (na pewno jest wśród nich Lech Kaczyński, Zbigniew Wasserman, Anna Walentynowicz, Aleksander Szczygło i paru innych poległych). Inaczej mówiąc, słowo „zamach” czy „spisek” odnosi się wyłącznie do tych osób. Pozostali pasażerowie przy całym bólu i stracie ich Rodzin, mają prawo być dla tych Rodzin ofiarami jedynie tragicznego wypadku, wręcz splotu tragicznych okoliczności. Składa się na nie niewłaściwe miejsce (pokład rozbitego Tupolewa) i czas (przelot, a wcześniej zaproszenie na uroczystości w Katyniu) w których znaleźli się ci Bogu ducha winni ludzie, wespół z osobami mieszczącymi się w kręgu zbrodniczych zainteresowań i zamiarów zamachowców, targających się, niejako przy sposobności, na życie pozostałych współpasażerów samolotu na śmierci których, najpewniej wcale im nie zależało. Druga uwaga, którą ośmielam się poczynić, dotyczy bezpośrednio tej właśnie kwestii. Otóż nie można przeczyć zamachowej teorii śmierci polskiego Prezydenta tylko dlatego, że towarzyszyła jej śmierć dziesiątek niewinnych osób. Nie można wobec zbrodniarzy chowanych bez jakiejkolwiek religii, moralności czy etyki, odczuwających jedynie strach przed regulacjami prawa pozytywnego, które na domiar zrezygnowało z kary śmierci, stosować kryteriów ocen właściwych tym z Państwa, którym rozum dyktuje podporządkowanie wartościom, nazwijmy je umownie „wyższym”. Należy pamiętać, że to jest zupełnie inna logika. Syn tajnego współpracownika czy esbeka, który całe życie przyzwyczajony był donosić na innych, nie będzie tą samą osobą, co syn pastora i to nawet wówczas, gdy oboje dopuszczą się podobnych bezeceństw, choć wbrew temu co nam się stale wmawia jest to w gruncie rzeczy mało prawdopodobne. Owa różnica polega na tym, że w przypadku tego drugiego, zawsze można liczyć na odrobinę skrupułów, obudzonych przez wpojony za młodu system wartości. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że syn mordercy zostanie mordercą, syn złodzieja złodziejem, a syn donosiciela donosicielem. Każdy ma swój rozum i własne życie, którym może swobodnie dysponować ale odpowiedzmy sobie uczciwie na pytanie, ilu spośród nas, kieruje się faktycznie na co dzień wyłącznie rozumem ?

Skoncentrujmy się jednak na temacie, który powraca jak bumerang, tym razem w związku z ukazaniem się w „Rzeczpospolitej” artykułu Cezarego Gmyza, pt. „Trotyl i nitrogliceryna na wraku Tupolewa”. I nie chodzi tu o to, czy trotyl i nitrogliceryna mogą występować razem czy też nie mogą, bo nie od tego jest dziennikarz śledczy, by ustalać techniczne szczegóły sprawy ale o fakt, że jeden z powołanych biegłych, popuścił nieco „pary z ust”, być może nieświadom, że tego rodzaju informacja błyskawicznie ujawni jej źródło, które zresztą – jak się należało spodziewać – prokuratura wojskowa zaraz uchwyciła w karby. Nie chodzi także o typowo sowiecki sposób w jaki „odpowiedzialnych za skandal” czy podobno dezinformację dziennikarzy potraktowano, ani o to, że nikt, zupełnie nikt, nie wstawił się w ich obronie (po stronie Helsińskich Fundacji Praw Człowieka czy innych im podobnych europejskich organów ochrony prawa, test możliwych do odniesienia przez nie korzyści wypadł negatywnie) bo i tego można było się spodziewać, ale o to, ile z tego wszystkiego zostało dla nas, tych którym prawda, los Polski i jej przyszłość leżą jeszcze na sercu. No to podsumujmy fakty.
Paweł Graś (rzecznik prasowy rządu Tuska) i Grzegorz Hajdarowicz (Prezes Zarządu PressPublica Sp. z o.o., wydawcy „Rzeczpospolitej” ) znają się od wielu lat. Hajdarowicz nie na cmentarzu wprawdzie, jak czynił to inny prominentny działacz PO Zbigniew Chlebowski przy okazji tzw. afery hazardowej, spotykający się tam z Ryszardem Sobiesiakiem, lecz nocą, gdzieś w bramie jakiegoś budynku, informował Grasia o przygotowanej do druku publikacji, po nic innego, jak tylko po to, by dać rządowi i całkowicie mu podporządkowanej w sprawie katastrofy smoleńskiej prokuraturze, kilkanaście godzin czasu na wykrycie źródła przecieku i przygotowanie się na mający rozwinąć się niebawem scenariusz. Trzeba wszak pamiętać, że Hajdarowicz musiał zgodzić się na publikację artykułu Gmyza. Gdyby odmówił i tak pojawiłaby się on na łamach któregoś z prawicowych pism, „Naszego Dziennika” czy jemu podobnych, przez co nad tekstem utracono by jakąkolwiek kontrolę. Można przypuszczać, że Hajdarowicz zapewne za namową rządu, zgodził się przyjąć całą sprawę „na klatę” i przewidując reakcję prokuratury, która pójdzie w zaparte i wszystko nazajutrz zdezawuuje, zaryzykował reputacją pisma, którą zaplanował zaraz energicznie odbudować w znany, sprawdzony i wspomniany wyżej sposób, tj. wyrzucając dużą część pozatrudnianych w nim dziennikarzy „na bruk”. To jest jeden fakt.

Drugi dotyczy konferencji prasowej Szeląga. W jej czasie, oczka tegoż pana, tak biegały z jednego kąta sali w drugi, że pierwsze co przyszło mi do głowy, to potrzeba oceny jego zachowania i dalej przez jego pryzmat, prawdziwości wypowiadanych przez niego słów pod kątem „tunelowania poznawczego”, tego samego, którego psycholożki dopatrzyły się w zachowaniu naciskanego przez Kaczyńskiego i pijanego Błasika kapitana Protasiuka. Mnie osobiście, dużo bardziej ciekawe wydaje się odkrycie mechanizmów „tunelowania” prokuratora Szeląga. Przypuszczam, że „tunelowany” prokurator Szeląg, publicznie podjął się zadania „tunelowania” Rosjan w kierunku, który można opisać w dwóch zdaniach: „Nic straconego. Ciągle jest szansa na wybrnięcie z przykrej sytuacji w którą wprowadzili nas biegli, pod warunkiem przygotowania właściwego komentarza do nieszczęsnego znaleziska, który zaakceptuje polska prokuratura i rząd, dokładnie tak, jak akceptuje moje słowa wypowiadane w czasie tej konferencji” Proszę mnie przekonać, że stenogramy rozmów prok. Szeląga z przełożonymi, byłyby mniej wciągającą lekturą od sfałszowanych stenogramów nagrań z kokpitu roztrzaskanego Tupolewa…
Otóż ten Pan – jeżeli dobrze zrozumiałem jego słowa – podjął się misji uspokojenia opinii publicznej (osobiście nie uspokoiłem się, wręcz przeciwnie) informując ją na wstępie, że publikacje „Rzeczpospolitej” są kłamliwe i dyletanckie. Jacyś tam biegli czy eksperci byli wprawdzie przy wraku samolotu ale wykryli jedynie „cząstki wysokoenergetyczne”, najprawdopodobniej składniki kosmetyków. I to jest drugi fakt. Ponieważ jednak nie jestem do końca aż tak głupi, za jakiego ma mnie medialny mainstream, pozwolę sobie na odkrycie, że pobrane przez polskich biegłych próbki materiałów nie zostały zabrane przez nich z powrotem do ekspertyzy w Polsce lecz wywiezione do Moskwy. Tam ponoć, zgodnie prawem międzynarodowym – a jakże, zostaną one oryginalnie zapakowane i jak mniemam, po odpowiedniej obróbce, pozwalającej „odparować” wysokoenergetycznym cząstkom, trafią do Polski do dalszych badań. Tu być może znowu pojawią się kolejne wątpliwości, więc znowu wyśle się nowych biegłych i ekspertów, tym razem lepiej oblatanych w polityce niż w fizyce czy chemii, którzy wreszcie nic nie znajdą, o czym wszech i wobec, obwieści nam rząd i prokuratura.

Trzeci fakt dotyczy odkrytych na lotnisku w Smoleńsku materiałów wybuchowych. Ciekawa to sprawa w kontekście opinii, jeżeli się nie mylę, pochodzących już z czerwca 2010 r. wedle których, na miejscu katastrofy nie było żadnych śladów wybuchów czy eksplozji mogących wskazywać na zamach… Tyle, że skąd wiadomo, że samolot w zetknięciu z ziemią nie uderzył w jeden z pozostałych tam po wojnie niewybuchów czy niewypałów, które spowodowały rozsypanie się go w drobny mak, co przy okazji świetnie tłumaczyłoby zeznania samobójcy-Remigiusza Musia o usłyszanych dwu wybuchach ? Dlaczego zatajono ten fakt ? Na te i inne pytania każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam…

Celowo wpisu tego dokonałem w prześmiewczym tonie, bo zastanawiam się jak długo jeszcze różne komisje Anodiny i Millera, różni Panowie Tusk, Klich jeden i drugi, Sikorski i im podobni oraz panowie prokuratorzy zamierzają pogrywać z obywatelami w „kotka i myszkę” i bezczelnie imputować im „kłamstwo smoleńskie”. A od czego jest polski rząd, prokuratura, pytam. Jeżeli szerzy się kłamstwo, to je odkłamcie. Zażądajcie od Rosjan oryginałów wszelkich dowodów, łącznie z czarnymi skrzynkami i wrakiem samolotu, przekażcie to wszystko międzynarodowym komisjom i niech te wydadzą werdykt. Jeżeli tego natychmiast nie zrobicie to znaczy, że sami jesteście kłamcami…

O sposobach waszych bezecnych manipulacji, typu cząstki wysokoenergetyczne w drugim, jedynym pozostałym Tupolewie, „zamachach” przygotowywanych przez Brunobombera, traktował będę w kolejnym wpisie, żywiąc nadzieję, że zogniskowana tam „mowa nienawiści”, uwolni w was dodatkowe pokłady miłości do Narodu. Jego cierpliwość może skończyć się wraz z waszą usłużną i jak widać, nieskuteczną żebraniną w Unii o pieniądze, których tym razem może zabraknąć na kupienie sobie dalszych lat spokoju… Jeżeli jednak celowo zaplanowaliście sobie panowie „rządcy” wojnę domową w kraju, chcąc aby posłużyła ona skupieniu całej władzy w waszych rękach to trzeba powiedzieć, że jesteście na najlepszej ku niej drodze. Konieczne jest dalsze polaryzowanie i skłócanie polskiego społeczeństwa. Warto przy tej okazji pamiętać także, że wynik wszczętego konfliktu, może odbiegać od oczekiwanych rezultatów, niekoniecznie dla was korzystnych… Pozdrawiam serdecznie i uzbrojony w cierpliwość, czekam spokojnie na dzień w którym powinie wam się noga…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>